zamknij

Nie masz jeszcze konta?
Utwórz je.
Nie pamiętasz loginu?
Kliknij tutaj.
Nie pamiętasz hasła?
Kliknij tutaj.
Panel logowania

Znajdź opiekunkę

dane dostarcza: niania.pl
baner-zostan_redaktorem

Użytkownicy online

0 użytkowników i 82 gości online

Tytuł artykułu wyda Ci się może śmieszny, bo to przecież TY jesteś w ciąży,
a nie Twój mąż czy partner. To TY masz najpierw mdłości, nietypowe zachcianki czy
wstręt do niektórych potraw. To TY nosisz wieeelki brzuch, znosisz ból pleców, masz
zaparcia, zgagę, nie śpisz po nocach, bo nie możesz sobie znaleźć miejsca w łóżku.
Wreszcie to TY przeżywasz lęk i przede wszystkim ból porodu, „on” co najwyżej
towarzyszy Ci przy porodzie rodzinnym. No, dopiero po porodzie, kiedy maleństwo
kwili już (lub ryczy:) w swoim łóżeczku, to wtedy on zaczyna być ojcem i może
rzeczywiście się do czegoś przydać.... Która z Was tak sobie myśli? Myślała?
To największy błąd i krzywda, jaką możesz wyrządzić swojemu
mężowi/partnerowi, czyli po prostu tacie dziecka. Nie będziemy tu rozważać sytuacji,
gdy mama z różnych względów sama przechodzi przez te 9 miesięcy oczekiwania
i zanim zostaje „realną” matką, już jest matką samotną (przykre, ale cóż...).
Chciałabym raczej uzmysłowić Ci – przyszła mamo, jak ważna jest Twoja rola
w budowaniu właściwych relacji taty z jeszcze nienarodzonym maleństwem.

Rozradowana nowiną o małym szczęściu, tym bardziej jeśli maluch pojawił
się po długich staraniach, mniej lub bardziej świadomie, skupiasz się na własnychsztuka-dawania-prezentow
odczuciach, emocjach, samopoczuciu. Wszyscy wokół też pytają tylko o CIEBIE, jak
się czujesz, Twój tata daje działkowe jarzynki dla CIEBIE, babcia naszykowała
świeżutkie bułeczki z jabłuszkami dla CIEBIE, nawet jego własna rodzona matka
kupiła dla CIEBIE truskawki w środku zimy... To TY jesteś ważna, bo to TY przecież
jesteś w ciąży. Bardzo logiczne. Ale czy zastanowiłaś się chociaż przez chwilkę, jak
w tym wszystkim odnajduje się Twój mąż/partner? Nikt nagle nie pyta, co u niego
słychać, jak się czuje, jak zdrowie, co w pracy? Wszyscy tylko: „co u żony?”. Każdy
poczułby się odrzucony, tym bardziej mężczyzna, któremu nie wypada głośno mówić
o uczuciach: o radości, ale i o strachu przed zmianami, przed samą ciążą, również
przed tym co będzie już po ciąży, przed odpowiedzialnością, która (mimo, że często
zaplanowana) spadła na niego jak grom z jasnego nieba... W głowie faceta bardzo
szybko powstaje myśl, że jego rola w tym całym „procesie ciążowym” została
sprowadzona do roli „sprawcy”, czyli samego aktu zapłodnienia... Ale nigdy,
przenigdy się do tego głośno nie przyzna... To przecież takie niemęskie...

Kobieta staje się matką już w momencie, kiedy zobaczy na teście ciążowym
dwie magiczne kreski. Mężczyzna musi się roli ojca nauczyć. Ta nauka nie może być
kursem przyspieszonym – w 2 tygodnie w czasie urlopu po narodzinach potomka, ani
załatwionym „przy okazji” na porodówce w czasie porodu rodzinnego. To musi być
długotrwały powolny proces, najlepiej już od pierwszego miesiąca ciąży, a nawet
jeszcze na etapie jej planowania. I w tym jest właśnie Twoja rola, droga przyszła
mamo.

Skoro czytasz ten artykuł, to znaczy, że należysz do grona mam świadomych
i chcesz ten wspaniały okres oczekiwania na maluszka przeżyć naprawdę świadomie.
To ma być cudowny okres dla Ciebie, ale i Twojego męża/partnera.
Dlatego też w dużym stopniu to w Twojej gestii jest uczenie męża/partnera jego
przyszłej ważnej roli TATY. Zacznij już od samego początku. Uczcijcie dzień,
w którym dowiedzieliście się o ciąży. Niech to będzie wyjątkowy
dzień/wieczór – początek wspólnej drogi we troje. Powiedz mu, że strasznie się
cieszysz, że będziecie rodzicami (a nie: że będziesz mamą), że na pewno będzie
wspaniałym tatą. Możecie wspólnie głośno pomarzyć, że ON robi z NIĄ babki
z piasku, jeździ z NIĄ na rowerze, łowi z NIM ryby, buduje z NIM zamek
z klocków itp. W tym momencie to brzmi trochę śmiesznie, ale pozwala przyszłemu
tacie zobaczyć się w tej roli. Taka wizualizacja pozwoli mu oswoić się z myślą, że nie
będziecie już tylko WY, ale pojawi się to malutkie ONO. Później, kiedy będziecie
przekazywać tą radosną nowinę rodzinie i znajomym, zawsze mów: spodziewamy się
dziecka (a nie: ja jestem w ciąży). Mów: „strasznie się cieszyMY” (zamiast: taka
jestem szczęśliwa), „NASZE dziecko urodzi się w...” (nie: moje dziecko), „będzieMY
musieli wyremontować pokój” (nie: muszę pomyśleć o remoncie) itp. Prawie to samo,
ale wiemy już, że „prawie” robi różnicę. Te wszystkie drobne zmiany pokazują,
że ciąża dotyczy Was obojga, a nie tylko Ciebie. Podkreślasz wówczas, że ON będzie
w tym czasie dla Ciebie równie ważny, jak rozwijające się pod sercem maleństwo.
Nie dopuścisz w ten sposób do zbudowania się w mężczyźnie zazdrości o dziecko,
którego jeszcze nawet nie ma na świecie. Taka zazdrość nie jest uczuciem
negatywnym, jest raczej automatyczną i zupełnie nieświadomą reakcją mężczyzny,
który widzi tylko, że nagle to „COŚ” stanęło między Wami. Że nagle pojawiło się
„COŚ”, co Was dzieli, a nie łączy, co zabiera mu jego ukochaną kobietę. To Twoją
rolą jest pokazanie mu, że dziecko to najwspanialszy dar, jakim mógł Was los
obdarzyć.

Dlatego mów mu o swoich odczuciach, zmianach, jakie następują w Twoim
organizmie, ale też o lękach, które towarzyszą Ci na co dzień. Pytaj też konieczniemadre-szczesliwe-zycie
o to, co on czuje. Sam z siebie raczej Ci tego nie powie, dlatego naprowadzaj go
prostymi pytaniami. Ale nie: co czujesz? To zbyt ogólne pytanie. Zapytaj
raczej: cieszysz się?, jak wyobrażasz sobie nasze dziecko?, myślisz że to będzie
chłopiec czy dziewczynka?, boisz się czy będzie zdrowe?, myślisz że będzie
wysoki/a?, po kim będzie miał/a oczy, nos?, myślisz że da nam spać jak się urodzi czy
będzie wiecznie płakał/a?, gdzie postawimy łóżeczko? Takie rozmowy przybliżą mu
dziecko, które jest jeszcze takie „wirtualne”, oswoją go ze zmianami, które Was
czekają. Przede wszystkim zbliżą Was, bo pokażesz mu, że dziecko nie jest dla niego
zagrożeniem, ale prawdziwym owocem Waszej miłości. Od tej pory będzie Was ono
łączyć już na zawsze, będzie „czymś” wspólnym, ½ Ciebie i ½ jego... Mów mu
o tym, że Cię mdli, albo że masz na coś ochotę, o tym, że coś kłuje lub boli,
albo że po prostu rośnie brzuszek i przyłóż jego dłoń, gdy maluch kopie. Chodźcie
razem do lekarza, szczególnie na wizyty USG, kiedy przyszły tata może na własne
oczy zobaczyć, że tam w środku rośnie mały człowieczek. Jest to szczególnie ważne
na początku ciąży, kiedy brzuch jest jeszcze mały i widok obrazu USG jest tak
naprawdę jedynym dowodem na istnienie nowego życia. Zdjęcia „po” to już nie to
samo.

Pozwól mu przeżywać ciążę razem z Tobą, każdy jej etap, każdy najmniejszy
nawet krok. I mów mu również o niepokojących objawach, jak ból czy krwawienia.
Ukrywając je, wcale nie zaoszczędzisz mężowi/partnerowi nerwów. Wręcz
przeciwnie – milczeniem tylko potwierdzisz jego przeczucia, że dzieje się coś
niedobrego. On, jako najbliższa Ci osoba, doskonale zna Twoje nastroje, zna Ciebie
i bardzo szybko zorientuje się, że coś jest nie tak. On i tak martwi się cały czas
o Twoje samopoczucie, o Twoje zdrowie, o zdrowie dziecka, czy rozwija się
prawidłowo, nawet jak ciąża przebiega normalnie, bez żadnych komplikacji. Im mniej
opowiadasz mu o przebiegu ciąży, im mniej ma informacji o aktualnym stanie
zdrowia Twoim i dziecka, tym bardziej się martwi. On nie czuje mdłości, nie ma
zawrotów głowy, wreszcie nie czuje ruchów dziecka, nie wie co Ty czujesz i dlatego
właśnie ciągle o tym myśli. On nie był i nie będzie nigdy w ciąży, dlatego trudno mu
wyobrazić sobie pewne Twoje odczucia i zmiany, zachodzące w Twoim organizmie.
Dlatego musisz z nim dużo rozmawiać, opowiadać mu o tym co czujesz. Im więcej
będziesz mu mówić, tym bardziej będzie się identyfikował z Twoim błogosławionym
stanem. To wszystko uczy go być tatą.

9 miesięcy ciąży to również czas ograniczonej aktywności kobiety,
szczególnie wtedy, gdy ciąża jest zagrożona i kobieta musi leżeć w łóżku (czasem
nawet szpitalnym). To bardzo trudny sprawdzian wzajemnych relacji w związku.
Większość, lub nawet wszystkie, obowiązki domowe (pranie, sprzątanie, gotowanie,
zakupy, czasem opieka nad drugim dzieckiem) spadają nagle na barki mężczyzny.
Nawet jeśli do tej pory pomagał Ci w domu, sytuacja, gdy dosłownie wszystko jest
tylko i wyłącznie na jego głowie, jest naprawdę ciężka. Do tego dochodzi opieka nad
Tobą: przynieś, wynieś, podaj, pomóż itp. Poza tym, my – kobiety, często mamy
wrodzoną skłonność do „idealizmu”: obrus musi leżeć na środku stołu, kosmetyki na
półce w łazience zawsze stoją od najmniejszego do największego, kubki w kuchni
stoją w dwóch równiutkich rzędach wg kolorów kompletów, a masło leży zawsze na
drugiej półce w lodówce... Pewnie niejedna z Was uśmiechnęła się pod nosem,
odnajdując w tym opisie siebie, co? Dla mężczyzny to zupełnie nieistotne detale,
nawet ich nie zauważa. Tym bardziej są wówczas powody do spięć, gdy dyrygujesz
czynnościami męża/partnera z pozycji łóżka. „Postaw to tam, zetrzyj to tą szmatką,
przesuń to w lewo, tamto połóż niżej” – wydajesz nieustanne komunikaty. Niby
drobne zdania, właściwie to przecież pomagasz mu (chociaż werbalnie)
w prowadzeniu domu. Ale on tego tak nie odbiera. Dla niego to zestaw „zabójczy”.
Wydaje mu się, że ciągle coś robi i że ciągle coś jeszcze jest do zrobienia, że ciągle
niewystarczająco się stara, że ciągle nie spełnia Twoich oczekiwań, że te wszystkie
prace wydają się same mnożyć, zamiast znikać w miarę jak on wykonuje kolejne
czynności...., że on nie jest w stanie podołać tym wszystkim obowiązkom... Pojawia
się zniecierpliwienie, frustracja, że oto on – silny facet – nie radzi sobie z tak prostym
zadaniem, jakim jest prowadzenie domu. Zaczyna go to przytłaczać.

Kobieta w swojej „łóżkowej” roli również nie czuje się komfortowo. Całe dnie
w pieleszach, często w piżamie, bez makijażu (bez sensu się malować bo w czasie
drzemki tusz odbija się jeszcze na powiekach i dopiero wyglądasz jak drakula), bez
porządnej fryzury (żadna fryzura nie przetrwa wielogodzinnego gniecenia
w poduszkach) i do tego jeszcze gruba, bo brzuch rośnie i rośnie...

Normalnie leżenie w łóżku jest czystym relaksem, ale nie wtedy, gdy MUSISZ
leżeć, szczególnie, gdy dozwolone wstawanie jest ograniczone tylko i wyłącznie
do codziennej toalety. A fakt, że jesteś zwolniona z wszelkich obowiązków
domowych i jesteś obsługiwana, wcale nie jest w tej sytuacji przyjemny. Kobieta
czuje się raczej uzależniona, wręcz ubezwłasnowolniona. Jej cały świat ogranicza się
do 3m2 łóżka. To niesamowicie frustrujące uczucie. Tą sytuację zrozumie tylko ten,
kto choć raz przez kilka tygodni był przywiązany do łóżka. Nawet jeżeli Twoja ciąża
przebiega bez komplikacji i nie musisz leżeć w łóżku, w pewnym momencie i tak
zostaniesz ograniczona przez rosnący brzuch. Nie będziesz mogła wyjść sama
z wanny, sięgnąć czegoś z wyższej półki, ubrać skarpetek czy zawiązać butów. Nagle
proste czynności staną się dla Ciebie zbyt trudne, żebyś mogła wykonać
je samodzielnie. I w tym momencie znowu ukazuje się ważna rola Twojego
męża/partnera. Najpierw wytłumacz mu, że jest Ci teraz wyjątkowo potrzebny
i nie wstydź się prosić go o pomoc. W niektórych szkołach rodzenia są zajęcia,
w czasie których przyszli tatusiowie dostają do zawiązania na brzuchu
kilkukilogramowe poduszki, z którymi muszą wykonać kilka prostych czynności,
żeby mogli uświadomić sobie ciężar, jaki dźwigają ich żony/partnerki. Nie przesadzaj
jednak z wymaganiami, stawianymi mężowi/partnerowi. Brudne naczynia nie zepsują
się, jeżeli postoją w zlewie do następnego dnia, kubki nie pokłócą się w szafce, jeżeli
nie będą stały wg kolorów, a masło naprawdę może leżeć nawet w pojemniku na
owoce. Musisz trochę odpuścić – i sobie i mężowi/partnerowi. Musicie sobie od nowa
ustawić priorytety – najważniejsze jest teraz dziecko. Reszta spraw poczeka, nic się
od razu nie zawali.

Ciesz się, że Twój mąż/partner Ci pomaga i DOCENIAJ to. Chwal
go za każdy drobiazg, za wysiłki, niekoniecznie za osiągnięcia. Chwal, żeby wiedział,
że jednak zauważasz jego starania. Twoje pochwały i czuły „dziękujący” buziak
sprawią, że on będzie odczuwał prawdziwą radość z tego, że potrafi być dla Ciebie
wsparciem. Bo tak naprawdę bycie obok Ciebie i dla Ciebie w czasie tych 9 miesięcy
to jedyne co on może zrobić. Nie może za Ciebie nosić brzucha, ani urodzić Waszego
dziecka. A to nieustanne bycie „obok” uczy go być ojcem od pierwszych chwil.
Pomóż mu w tym troszeczkę, a czas oczekiwania będzie dla Was obojga wspaniałym
przeżyciem i jeszcze wzmocni Wasz związek.


Komentarze (1)
Dziekuję...:)
1wtorek, 24 listopada 2009 00:41
Jagoda
Patrzę w ten monitor i nie mogę uwierzyć... autor opisał DOKŁADNIE to,co czuję, jak się zachowuję ( a raczej to, jak zachowywać się nie powinnam...). Czuję,że dostałam niezłego kopniaka w tyłek. DZIĘKUJĘ!!! Idę wycałować mojego Męża, jakże gnębionego przez swoją CIĘŻĄRNĄ żonę, czyli mnie... Jeszcze raz dziękuję za ten artykuł:)
Pozdrawiam.

Dodaj swój komentarz

Imię:
Temat:
Komentarz:
  Tekst do weryfikacji. tylko małe litery bez spacji.
Weryfikacja tekstu: